Latem 1409 r. napięcie sięga zenitu. Zakon Krzyżacki znajduje się u szczytu potęgi, a Ulryk von Jungingen, obrany przed dwoma laty Wielkim Mistrzem zakonu, jest zwolennikiem rozstrzygania sporów z Polską - mieczem. Wcześniejsze przejmowanie ziem polskich: chełmińskiej i michałowskiej oraz Pomorza Gdańskiego, a także ostatnie najazdy na ziemię dobrzyńską dowodzą skuteczności tej polityki. Wiosną tego roku Krzyżacy zajęli polskie statki ze zbożem dla głodującej Litwy, z którą Korona związała się unią w Krewie, ponowioną ugodą spisaną w Wilnie i Radomiu (1401 r.) W zbożu odkryto zbroje dla Litwinów wspierających powstanie Żmudzi przeciw zakonowi. W lipcu 1409 r. walny zjazd w Łęczycy ustala zbrojną pomoc dla Litwy w przypadku krzyżackiego najazdu, o czym poselstwo polskie z arcybiskupem gnieźnieńskim Mikołajem Kurowskim uprzedza w Malborku 1 sierpnia. Pięć dni później - 6 sierpnia Krzyżacy wypowiadają wojnę Polsce i 12 sierpnia ruszają na Ziemię Dobrzyńską, zajmując Dobrzyń, Bobrowniki i Złotoryję u ujścia Drwęcy oraz Bydgoszcz na Kujawach. W samozwańczym odwecie Janusz I, książę czersko-warszawski, wdziera się na ziemie zakonu i pali Działdowo, a na przełomie września i października wojska polskie odbijają Bydgoszcz. Tamże, nad Brdą, walczący zawierają rozejm do 24 czerwca 1410 r.
Przerwę w walkach obie strony wykorzystują na zjednywanie sojuszników i przygotowania do wojny. Krzyżacy zawierają przymierze z królem Węgier Zygmuntem Luksemburczykiem i książętami zachodniopomorskimi. Polacy zyskują przychylność papieża Aleksandra V, który wzywa Wielkiego Mistrza do pojednania z Jagiełłą. Miast tego, Krzyżacy przekupują króla czeskiego Wacława IV (też Luksemburczyka) i zapewniają korzystny dla siebie wyrok rozjemczy, którego Polska nie uznaje. Do Malborka ściągają zaciężni rycerze z Europy Zachodniej, do Korony wracają rycerza polscy przebywający na dworach europejskich, ze słynnym Zawiszą Czarnym, niepokonanym w turniejach rycerskich.
Z nadejściem grudnia odbywa się tajna narada króla Jagiełły z księciem Witoldem w Brześciu nad Bugiem, gdzie w obecności podkanclerzego Mikołaja Trąby (późniejszego arcybiskupa i prymasa Polaki) powstaje plan działań na przyszły rok. Zdecydowano uderzyć wprost na Malbork, ustalono czas i miejsca koncentracji wojsk polskich i litewsko-ruskich oraz miejsce ich połączenia pod Czerwińskiem. Wraz z wygaśnięciem rozejmu Krzyżacy grupują się na Pomorzu Gdańskim, zaś załogi polskie uderzają na Toruń, a litewskie - na ziemie zakonne aż po Kłajpedę.
30 czerwca 1410 r. główne siły polskie przeprawiają się mostem pontonowym przez Wisłę pod Czerwińskiem, gdzie wyznaczono punkt zborny obu armii. 10 lipca połączone siły docierają do brodów przez Drwęcę pod Kurzętnikiem, które jednak zdążyli obsadzić nadciągający Krzyżacy. Jagiełło decyduje więc obejście rzeki bliżej źródeł. 13 lipca zdobywa ufortyfikowane Dąbrówno, przejmuje krzyżackie zapasy żywności, lecz na postoju nad jeziorem, w drodze do Olsztynka drogę zastępują mu wojska zakonu wspomagane przez rycerstwo z Zachodniej Europy 15 lipca 1410 r. siły polsko-litewsko- ruskie z udziałem oddziałów czeskich i tatarskich, łącznie ponad 30 tysięcy żołnierzy, starły się z 25-tysięczną armią dowodzoną przez Wielkiego Mistrza na polach wsi Grunwald i Stębark (liczebność wojsk w bitwie jest różnie oceniana). Ciąg dalszy znamy ze szkolnych lekcji historii: nim nadszedł wieczór, połowa Krzyżaków zginęła, a dalsze 14 tysięcy dostało się do niewoli. Łupem zwycięzców padają m in. tabory z żelaznymi kajdanami, przygotowanymi zawczasu przez Krzyżaków na spodziewanych jeńców. Tych rycerzy europejskich, którzy nie padli w boju, Jagiełło puszcza bez okupu, co rozsławia wielkoduszność zwycięzców szeroko na kontynencie.
Niestety jaszczurczy łeb zakonu szybko odrósł. Komtur ze Świecka Henryk von Plauen, który nie brał udziału w walkach, już 18 lipca przygotował Malbork do obrony i ponad trzytygodniowe oblężenie grodu okazało się nieskuteczne. Braki w zaopatrzeniu i choroby spowodowały odejście wojsk litewskich i oddziałów z Mazowsza, a na wieść o tym liczne zamki i miasta krzyżackie, które uznały już zwierzchność króla Polski, ponownie wróciły pod panowanie zakonu. W następnych latach konieczne były kolejne wyprawy.
Wróćmy do mostu umożliwiającego przeprawę sił polskich przez Wisłę. Budowę jego ustalono na naradzie Jagiełły i Witolda w Brześciu nad Bugiem 30 listopada 1409 r. Miał to być wedle Długosza „most nigdy przedtem nie widziany, na podporach z łodzi". Mosty takie, dziś nazywane pontonowymi, budowano na Słowiańszczyźnie juz wcześniej, m.in. na Rusi w Kijowie. (1115r.) Podobny przekraczał Nogat.
Nie były to więc budowle niespotykane na naszych ziemiach i w sąsiedztwie. Niespotykane były tylko, jego długość i tempo budowy - most postawiono w pół dnia!
Przygotowanie mostu polecono staroście radomskiemu Dobrogostowi Czarnemu z rodu Nałęczów z Odrzywołu. Budowę łodzi i pomostów prowadzono w wielkie tajemnicy pod Kozienicami w Puszczy Radomskiej. Pieczę nad robotami sprawował mistrz Jarosław. Most składał się z przeszło 150 łodzi wspierających pomost długości 500 m. Łodzie te spławiono 150 km w dół rzeki i połączono 30 czerwca, wykorzystując położoną w rzece Kępę Śladowska. Można się domyśleć, że układano go jednocześnie na całej długości i że organizacja pracy była znakomita, a ilość robót przy scalaniu - niewielka. Trzy doby trwał przemarsz po nim wojsk polskich złożonych z 18 tysięcy jazdy, 4 tysięcy piechoty i około 8 tysięcy wozów z zaopatrzeniem, które gromadzono podczas wcześniejszych polowań w borach. Wozy te były ciągnione przez ponad 10 tysięcy wołów, a kolumna wojsk miała 140 km długości. Podobno wieści o moście dotarły do Wielkiego Mistrza przedwcześnie, bowiem zakon miał wywiadowców na ziemiach polskich, lecz nie dano wiary, by mogli tego dokonać Polacy i to w tak krótkim czasie.
Po przejściu wojsk i taborów most rozebrano i spławiono dalsze 65 km, w okolice dzisiejszego Ciechocinka, gdzie posłużył wojskom wracającym spod Grunwaldu.
Podczas kolejnej wyprawy Jagiełły, w 1414 r. zbudowano most pod Zakroczymiem, ale stawianie go przebiegało mniej sprawnie, gdyż długotrwałe deszcze nazbyt podniosły stan wód i trzeba było czekać osiem dni zanim opadły. Pod Czerwińskiem stawiano mosty jeszcze dwukrotnie: w 1419 r. i 1422 r.
*** Częściej niż sukcesy rozpamiętujemy niepowodzenia, których los nie szczędził nam na skutek zmowy ościennych władców. Tym bardziej powinniśmy świętować jubileusze tych naszych zwycięstw, które wytyczały bieg historii: wiktorię grunwaldzką, odsiecz wiedeńską, „Cud nad Wisłą" i kilka innych. Nieoceniony to element edukacji historycznej i patriotycznej.
Za rok minie sześć wieków od rozgromienia wojsk zakonu. By uczcić rocznicę, trzeba się do niej przygotować z dużym taktem i subtelnością, bowiem zwycięstwo to byto udziałem wszystkich wojsk naszej koalicji i znalazło odbicie w ich narodowych mitologiach. Pisząc o mostach w Wilnie, wspomniałem rozmowy z Litwinami przed wileńskim muzeum, gdzie wystawiano wtedy "Bitwę pod Grunwaldem" Matejki. Moi rozmówcy byli przeświadczeni, że zwycięstwo to odniesiono przede wszystkim dzięki ich lekkiej jeździe. Źródła rosyjskie podkreślają udział pułków smoleńskich, a przecież wspomagali nas Czesi i Tatarzy, którym taż najeży się satysfakcja. Rodzimi historycy uwypuklają nowoczesny sposób dowodzenia wojskami przez Jagiełłę ze wzgórza, skąd miał doskonały przegląd sytuacji oraz szarżę polskiej straży królewskiej, która zniszczyła centrum wojak krzyżackich w chwili złamania oporu Litwinów. A i w mitologii niemieckiej przegrana ta ma znaczenie nie mniejsze.
Wyeksponowanie roli mostu w Czerwińsku i jego budowniczych dla pomyślności całej wyprawy nie urazi krajan żadnego z ówczesnych sojuszników. Przygotowania w tym celu zainicjował oficer saperów w stanie spoczynku Jacek Brachacki. Zawiązał się zespół przygotowujący obchody jubileuszu budowy mostu, skupiający lokalne administracje miast i powiatów tych ziem, gdzie przygotowano most i gdzie go zmontowano. Uczestniczą w nim organizacje pozarządowe, stowarzyszenia i osoby prywatne. Patronat nad zamierzeniem objął marszałek Mazowsza Adam Struzik. Spotkanie około czterdziestoosobowego zespołu organizatorów odbyło się w klasztorze w Czerwińsku, gdzie jego obecni gospodarze - Bracia Salezjanie - udostępnili refektarz z widokiem na Wisłę. Wewnątrz, przy zastawionych stołach dojrzewały koncepcje i zamierzania, a za oknami, nieco w górę rzeki, wśród sinych mgieł wynurzała się z płytkiej Wisły Kępa Śladowska, przez którą niegdyś wiódł most mistrza Jarosława.
Są już pierwsze osiągnięcia podjętych działań.
Ksiądz prof. Ustale, dyrektor muzeum diecezji płockiej przedstawił wyniki wertowania materiałów archiwalnych o przeprawie i pobycie Jagiełły w Czerwińsku, nigdy jeszcze nie publikowanych. Być może wyświetlą one wątpliwości, jakie powstają przy lekturze dzieła Boże igrzysko. Historia Polski, którego autora - Normana Daviesa nie można podejrzewać o brak sympatii do naszego kraju, ale też i o niedokładność badań. Czytamy tam - "na pięć dni przed końcem zawartego wcześniej rozejmu Władysław Jagiełło i jego naczelny dowódca Zyndram z Maszkowic przekroczyli Wisłę w pobliżu miejscowości Czerwińsk, przechodząc po przygotowanym potajemnie moście pontonowym". Skąd te "pięć dni wcześniej"? - być może autor czerpał informacje z zapisków wrażego zakonu, który sfałszował nawet tekst umowy lokacyjnej ze stroną polską, okazany papieżowi.
W innym wystąpieniu - wójt terenu, na którym dobra swe miał Powała z Taczewa (rycerz i dyplomata - "ochroniarz" Jagiełły), rozwinął kilkumetrowej długości rulon z fotograficzną kopią nieznanego obrazu malarskiego ukazującego bitwę pod Grunwaldem, wykrytego w podziemiach muzeum we Lwowie i wykupionego od Ukraińców. Kopię tę pokazano na tak krótko i w takim słabym oświetleniu, że nie udało się jej wyraźniej sfotografować, ale na pewno będzie jedną z atrakcji obchodów.
Powstała też myśl postawienia współczesnego mostu pontonowego przez Kępę Śladowską w rocznicę ustawienia mostu mistrza Jarosława. Będzie to jednak budowla tymczasowa, rozebrana po kliku dniach. Gdyby ustawić przy niej dwa... trzy przęsła drewniane, podobne do zbudowanych przez mistrza Jarosława i pozostawić je tam na stałe, byłyby zachętą dla turystów do odwiedzania Czerwińska w przyszłości. Szukając sprzymierzeńców swych działań, znalazł wyniki obliczeń fachowców, którzy wychodząc z niezbędnej nośności mostu ustalili, że do jego wzniesienia zużyto około 2000 metrów sześciennych drewna, najprawdopodobniej dębowego i że każda łódź była około 5,0 m długa, 1,5 m szeroka i 1,0 m wysoka, a pomost z dyli około 6-metrowej długości miał 3,5 m szerokości.
Spróbujmy szybko zweryfikować te przypuszczenia. Jeśli pochód wojsk i taborów ciągnionych przez woły miał długość 140 km i wędrował przez most przez 3 długie czerwcowe dni nieprzerwanie, to średnia prędkość wynosiła v = 140/[3 x (16... 24}] ~3.0... 2,0 km/h, co jest zbliżone do średniej prędkości wozu ciągnionego wołami.
Przy takiej prędkości i czasie przejazdu wystarczała szerokość pojedynczej skrajni wozu b~3,5 m.
Z pięćsetmetrowej długości mostu opartego na 150 łodziach i zmontowanego z segmentów powtarzalnych w celu ułatwienia szybkiego montażu wynika, że na jedną łódź przypadało obciążenie z 500/(>150)~3,0 m pomostu, a że każde przęsło było oparte na dwóch łodziach, to dyle wzdłużne miały długość L~6,0 m.
Oszacowując obciążenie wozami zaprzężonymi w woły, wyładowanymi beczkami z solonym mięsem i wszelaką spyżą, na nie mniej niż współczesne obciążenia chodników tłumem p ~ 2,5 kN/m², a największy nacisk na jedno z czterech kół wozu P<5,0 x 2,0 x 250/4~625 kg~6.25 kN, to na pomost wystarczyłaby dylina poprzeczna z okrąglaków d/2~10... 12 cm spłazowanych toporami W*2 = 0.0912 x (10... 12)³ = 91... 157 cm³, gdyż obciążenie kołem wozu gnące dylinę byłoby przeniesione przez jeden lub dwa okrąglaki na dwa lub trzy dyle wzdłużne - belki główne przęsła rozstawione co c = 50... 70 cm: M2 = 5,0 x (0,50...0,70)/4 = 0,625...0,875 kNm, W2 = (0,625 0,875) x 10/-3/10 = (63...88) x 10/-6 m³ = 66...88 cm³ < 2 W*/2 = 2 x 91 cm².
Na belki te wystarczają spłazowane okrąglaki d1~20...22 cm Ø 20 cm/0,50 m 8 szt. lub 6 Ø 22 cm/0,70 m 6 szt., bowiem zginane są momentem od ciężaru przęseł: pomostu (g1), belek wzdłużnych (g2) i poręczy (g3):
g1 = 0,74 d1vd/c = (0,74 x 0.20²/ 0,50…0.74 x 0.22²/0.70) x 9,0 = 0,53….0,46 kN/m²
g2~(0,74 d²2/d2)vd = 0,74 x (0,10²/0…0,12²/0,12) x 9,0 = 0,67…0,80 kN/m²
g = g1 + g2 + g3 ~ (0,53 + 0,67 + …)… (0,46 + 0,80 + …) ~1,40 kN/m²
M’1g = 1,40 -x (6.00 – 1,50)²/8 = 3,6 kNm/m szerokości pomostu oraz momentem od obciążeń użytkowych p = 2,5 kN/m² rozłożonych równomiernie na kolejnych przęsłach M1p ~2,5 x (6,00 - 1,50)²/8 = 6,3 kNm/m szerokości pomostu, lub tylko na jednym przęśle M1p~2,5 x (6,00 - 0,75)²/8 = 8,6 kNm/m szerokości pomostu (wskutek wyporu łodzi sąsiednich, nieobciążonych przęseł, przemieszczają się wypadkowe reakcji i zwiększy „zastępcza” rozpiętość przęsła Lz = (6,00 - 2 x 1,50/2) + 2 x [1,50/(2 x 2)] = 4,50 + 2 x 0,375 = 5.25 m lub od nacisku koła M1p~6,25 x (6,00 - 0,75)/4 - 8.2 kNm na co najmniej dwie belki, łącznie
M1 = 3 6 + 8 6 = 12,2kN/rn > 3,6 + 8,2/([2 x (0,50…0,70)] ~11,8 kNm/m
W*1 = 0,0912 x (20³/0,50…22³/070 = 1459…1387 cm³/m > W1 = 12,2 x 10(-3)/10 = 1220 x 10 (-6) = 1220 x 10(-6) m³= 1220 cm³.
Przewidywane zużycie drewna zawyżono znacznie. Objętość drewna przęseł V’1 = g/vd = 1,40 x 3,50/9,0 = 0,55 m³/m długości mostu a na całą długość mostu V1 = V’1Lc = 0,55 x 500 = 275 cm³.
Gdyby na budowę łodzi zużyto nawet tyle drewna, co na pomost V2~2(1,50 x 5,0 + 1,0 x 5,0 + 1,0 x 1,50) x 0,05 x 150 = 1,40 x 150 = 210 m³ < 275 m³, to i tak trzeba go znacznie mniej niż 2000 m³, nawet z odpadami.
Poprawnie ustalono wymiary łodzi, które przenoszą mniej więcej połowę obciążenia z 6,0 m długości pomostu, więc każda z nich powinna mieć wyporność W1~(2,50 + 1,40) x (6,00/2) x 3,50 + 1,40 x 9,0 = 54 kN, co zapewnia wielkość łodzi (płaskodennych) w planie 1,50 x 5,0 m przy zagłębieniu z1 = W/(Adw.) =54/(1,5 x 5,0 x 10,0) = 0,72 m.
Dedukujmy dalej… wyprzedźmy wyniki poszukiwania opisów mostu.
Spłyniecie Wisłą 150-kilometrowego odcinka z puszczy Kozienickiej do Czerwińska, przy prędkości nurtu 5...7 km/h zabrało 20...30 godzin, przy czym segmenty mostu mogły dopływać kolejno lub oczekiwać zakotwiczone na montaż. Wisła jest kapryśną rzeką, obfitującą w mielizny, łachy i wyspy, ale segmenty mostu o masie G1 = 1,40 x 6.00 x 3,50 + 2 x 1,40 x 9,0 = 55 kN płynęły na dwóch łodziach płaskodennych, o zanurzeniu z2~55/(2 x 1,5 x 5,0 x 10,0) = 0,36 m, nie większym niż łodzie płynące do Gdańska ze zbożem, dla których szlak na pewno był wytyczony.
Błyskawiczny montaż mostu spławionego pod Czerwińsk wymagał innego rozwiązania konstrukcyjnego niż w moście pokazanym na fotografii 2, którego łodzie są spięte parami przez ułożone na nich belki i dopiero na nich ułożono pomost. Segmenty mostu mistrza Jarosława musiały spływać razem z pomostem przymocowanym trwale. Przed zmontowaniem zarzucały kotwicę i odkręcając linę z kołowrotu opuszczały się do linii mostu. Połączenie wszystkich segmentów musiało być ujednolicone, gdyż w pośpiechu trzeba było montować ten segment, który przypłynął już na miejsce. Najprostsze wydaje się połączenie pomostów przez wsuwanie końców belek jednego segmentu między takie same belki sąsiedniego segmentu (tak, jak kły w urządzeniu dylatacyjnym grzebieniowym) i przeplecenie ich skórzanymi rzemieniami lub powrozami w taki sposób, by uniemożliwić wzajemne przesunięcie końców sąsiednich segmentów we wszystkich kierunkach, nie blokując jednak ich obrotu. Segmenty mostu mogły wyglądać tak, jak to naszkicowano na rysunku 2c, a wymiary połączeń i rozstaw poręczy kontrolowano w czasie budowy i tuż po zbudowaniu segmentu z Puszczy Kozienickiej. Dla pokazania takiego połączenia na rysunku 2d z "gotowego" mostu "zdjęto" dylinę poprzeczną pomostu na jednym przęśle, a na następnym także poręcze.
***
W przeszłości Czerwińsk nie miał szczęścia do świętowania rocznic bitwy pod Grunwaldem. W jej 500-lecie znajdował się w zaborze pruskim i obce władze nie zezwoliły na uroczystości. Mimo to w kościele klasztornym, w prawej nawie, wmurowano tablicę pamiątkową ufundowaną przez Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie. Podsunęło to myśl urządzenia spływu kajakowego na trasie spławiania elementów mostu mistrza Jarosława z Puszczy Kozienickiej do czerwińska. Spływ ten dotarłby do Kępy Śladowskiej akurat 30 czerwca. Aby mieć pewność powodzenia imprezy i rozpowszechnienia wieści o niej, warto przećwiczyć już w obecnym roku. Pierwszeństwo organizacji należy się Warszawskiemu Towarzystwu Wioślarskiemu, ale wobec zmian w organizacji turystyki wodnej właściwsze byłyby: Komisja Turystyki Kajakowej Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego lub Zarząd Główny Polskiego Związku Kajakowego.
Nie może też zabraknąć, co oczywiste, wsparcia tej inicjatywy przez Związek Mostowców Rzeczypospolitej Polskiej. A ponieważ w duszy mostowca lęgną się nie tylko koncepcje i miraże, ale też i chłodne, krytyczne oceny możliwości i kalkulacje kosztów, spróbujmy doradzić, jak zwiększyć splendor uroczystości, nie zwiększając jej obciążeń finansowych.
Nietrudno zauważyć , że postawienie współczesnego mostu pontonowego przez wojsko jest kosztowne (około 200 tys. zł) i atrakcja ta trwałaby krótko - zaledwie kilka dni podczas jubileuszu. Natomiast pozostawienie czegoś trwałego mogłoby przyciągać turystów i w innych terminach. Gdyby na przykład zbudować trzy przęsła drewnianego mostu łyżwowego, choćby trochę podobnego do mostu mistrza Jarosława i na przykład wyczarować resztę mostu za pomocą urządzania laserowego, którego kosztu wprawdzie nie znam, lecz gdy po pierwszych takich pokazach, które urzeczony oglądałem nocą na wyspie Sentoza w Singapurze, kolejne podziwiałem na dorocznym balu karnawałowym firmy "Warbud" w Warszawie, to sądzę, że koszt ich jest znacznie mniejszy od np. kosztu postawienia mostu wojskowego. A ponieważ spektakle takie mogą odbywać się tylko nocą, turyści zostawaliby w Czerwińsku dłużej, korzystając z noclegów i żywienia w tym uroczym, zabytkowym miasteczku.
Te trzy przęsła mogłyby zostać zbudowane przez cieśli przed startem spływu w Puszczy Kozienickiej i towarzyszyć jako katamarany uczestnikom spływu, stanowiąc stabilne pomosty dla: organizatorów, ekipy TV, transportu zaopatrzenia spływu, itp., by na mecie zostać zmontowane na stałe w starorzeczu Wisły przy Kępie Śladowskiej i służyć jako atrapa do zdjęć fotograficznych. Uczestnicy spływu mogliby wędrować dalej rowerami drogą przemarszu wojsk Jagiełły do Grunwaldu lub aż pod Malbork. Zakup 20, a nawet 50 rowerów wypożyczanych turystom w Czerwińsku też nie nadwerężyłby budżetu imprezy. W roku jubileuszowym rowery mogłyby wędrować na jednym z segmentów mostu z Kozienic, stanowiąc reklamę imprezy.
Na pewno pomysły mostowców zrzeszonych w ZMRP okażą się bardziej inspirujące od tych, wymyślonych naprędce, dlatego nadsyłajmy je do przewodniczącego Warszawskiego Oddziału ZMRP - dr. inż. Andrzeja Niemierki.
Cel jest szczytny, okazja niepowtarzalna w tym stuleciu.
CAŁOŚĆ ARTYKUŁU Z KOLOROWYMI ILUSTRACJAMI W WERSJI PDF PONIŻEJ. ZAPRASZAMY DO LEKTURY!